Warning: Creating default object from empty value in /home/sunsetp/domains/anticum.pl/core/mtsModuleManager.php on line 257

Warning: Creating default object from empty value in /home/sunsetp/domains/anticum.pl/core/mtsModuleManager.php on line 257

Warning: Creating default object from empty value in /home/sunsetp/domains/anticum.pl/core/mtsModuleManager.php on line 257

Warning: Creating default object from empty value in /home/sunsetp/domains/anticum.pl/core/mtsModuleManager.php on line 257

Warning: Creating default object from empty value in /home/sunsetp/domains/anticum.pl/core/mtsModuleManager.php on line 257

Warning: Creating default object from empty value in /home/sunsetp/domains/anticum.pl/core/mtsModuleManager.php on line 257

Warning: Creating default object from empty value in /home/sunsetp/domains/anticum.pl/core/mtsModuleManager.php on line 257

Warning: Creating default object from empty value in /home/sunsetp/domains/anticum.pl/core/mtsModuleManager.php on line 257

Warning: Creating default object from empty value in /home/sunsetp/domains/anticum.pl/core/mtsModuleManager.php on line 257

Warning: Creating default object from empty value in /home/sunsetp/domains/anticum.pl/core/mtsModuleManager.php on line 257

Warning: Creating default object from empty value in /home/sunsetp/domains/anticum.pl/core/mtsModuleManager.php on line 257

Warning: Creating default object from empty value in /home/sunsetp/domains/anticum.pl/core/mtsModuleManager.php on line 257
Aktualnie masz w koszyku 0 szt. za łącznie 0,00 zł  + koszyk  + logowanie  + rejestracja
Przejdź do koszyka

Przestrzeń niespójnych skojarzeń.

Antytetycznie wobec obszaru poszukiwań nurtu intelektualnego, a równolegle z nim następowały przeobrażenia w kręgu działań linii emocjonalnej. Bożena Kowalska – Polska awangarda malarska 1945-1980. Szanse i mity. W-wa 1982

Namiot wydawał odgłosy trzepoczącego żagla podczas halsowania. Był biały i nowy. Jego właściciel postawił go parę tygodni temu na podwórzu wybrukowanym kostką z cementu i tłucznia granitowego jako dodatkową halę wystawową rzeczy używanych  ze Skandynawii. Od chwili gdy pierwsza ciężarówka ze Sztokholmu została rozładowana w pomieszczeniach domu weselnego  w małej podmiejskiej wsi zmieniło się wszystko. Codzienny  utarg pozwolił mu pomyśleć o stopniowym rozwoju importu zużytych ruchomości. Naczynia połączone zjednoczonej Europy wypełnił strumień szkła, fajansu, papieru, drewna, blachy, plastiku; wszystko w kartonowych pudłach, drewnianych skrzyniach, opasanych  przeźroczystymi bandażami stosach, luzem i z osobna. Na wprost wejścia, w niewielkiej brzozowej serwantce z giętymi szybami stała porcelanowa figurka kozy z ułamanym prawym rogiem. Śnieżnobiałe szkliwo i doskonała forma figurki przykuła jego wzrok.  Kupił ją, tak od niechcenia, zawinął w kopertę po płycie Roda Stewarta z 1988 roku i włożył do bagażnika swojego opla. Wychodząc potknął się o kij golfowy, podniósł go, drewno jedynka mizuno, zapytał o cenę, zapłacił połowę mniej i podpierając się nim rozpoczął kolejne poszukiwania. Nieustanna wymiana powietrza w namiocie-magazynie wynosiła zapach  szwedzkiej starości  na pola i laski, sadzawki i rzeczkę, przy której stała uschnięta wierzba.


Młody importer podzielił składowisko na części, z których najbardziej uprzywilejowana została  ta ze sprzętem audio i video. Zaraz za nią posadowił departament szkła i porcelany, niesortowanej  i niczym nie zabezpieczonej. Przy ścianach namiotu-łopotu postawił meble, z których stoły i krzesła, a także toaletki i komódki stanowiły trzon asortymentowy. W dwuszeregu z małym odstępem stały pudła pełne wszelakiego dobra kuchennego. Talerzyki i talerze, salaterki, maselniczki, musztardnice, buteleczki na olej i ocet, zatyczki do słoików, butelek i słojów, noże, łyżki, łyżeczki, szpikulce i ostrzałki, patery, spodki, miski, świąteczne plakiety i świeczniki adwentowe, formy i foremki do ciasteczek, tłuczki do mięsa, chochle, ubijaki i mieszadełka, tace, tacki i półmiski, makutry i moździerze, nabieraki do miodu i dzbanki, czajniczki i czajniki z porcelany i fajasu, półmiski i misy w różnych kształtach, kolorach i tworzywach.

Pod  jednym  dachem namiotu zgromadzono setki przedmiotów, które służyły swoim właścicielom przez co najmniej jedno pokolenie lub jego część.  Ten swoisty cmentarz utensyliów stał się dzięki młodemu importerowi miejscem ich reinkarnacji, ba, zmartwychwstania.


Podpierając się kijem golfowym numer jeden mizuno obserwował reakcje małżonek pokazujących swym mężom wygrzebane skarby, które mają dostać przydział do nowej służby kuchennej. Obserwował dumne miny znalazców posrebrzanych  widelczyków do ciasta, doniczek kwiatowych z bajecznie kolorową polewą, butelek po sake ze sztucznymi spękaniami, kul z żeliwa przypominających pociski siedemnastowiecznych bombard  i  telefonów z beżowego plastiku z dwugłowymi orłami złoconymi aluminium w komorze próżniowej.
Pomiędzy krzesłami i  rozkładanym stołem znalazł dwa obrazki w cienkich ramkach.  Odniósł wrażenie, że obrazki zostały wcześniej wyselekcjonowane ze stosów sztuk plastycznych wyrażanych  pracami malarzy zawodowych, naiwnych i amatorów, grafikami, rysunkami dziecięcymi, kolażami papieru, wełny, korka i metalowych wiórów spod tokarki, reprodukcjami offsetowymi, chromolito-  i cynkograficznymi, fotografiami, kartami z zielnika i wszystkim tym, co można włożyć w płaską przestrzeń zamkniętą ramą wykonaną z lepszej lub gorszej listwy albo ramą, która sama w sobie mgłaby być autonomicznym dziełem sztuki użytkowej.
Pierwszy obrazek okazał się litografią przedstawiającą na pierwszy rzut oka  ptaka - dziwaka z rozpostartymi skrzydłami, obwiedzionego siatką białawych linii, stereometrycznym wyznaczeniem  złudzenia trójwymiarowości. Jednak  po chwili zza skrzydeł pierwszoplanowego ptaka wychynął się dziób drugiego  oraz szponiasta łapa z ostrogą. Walka kogutów! Niezwykle ekspresyjna litografia, ciekawe czy jest niezwykle oszacowana przez obsługę magazynu rzeczy używanych. Czterdzieści złotych, czyli tyle ile trzeba zapłacić za szybę dwójkę oraz tyle ile warte są prawie dwa metry listwy u ramiarza.

Drugi obrazek przedstawiał robótkę ręczną adepta haftu krzyżykowego na luźnej kanwie utkanej z cienkich nitek bawełnianych, z których osnową była nitka beżowa, nieco grubsza, a wątkiem biała jak pierwszy śnieg. Na powierzchni  dziesięciu decymetrów kwadratowych wyhaftowano dwukrotnie alfabet, wszystkie cyfry w różnych konfiguracjach, sikorkę, krzyż, kotwicę i serce, jako symbol wiary, nadziei i miłości, koguta, dwa psy, dwa kielichy, pięć krzyży, z których dwa maltańskie, dwa chrześcijańskie, a jeden fantazyjny, ułożony pod koroną królewską. Litery, cyfry i symbole zostały obwiedzione geometryczną bordiurą z użyciem nitek czerwonej, zielonej i niebieskiej. Praca jest sygnowana, lokowana i datowana. AME. HUB., 1898, Gimo Arbetsskola. Ale to nie wszystko. Na  plecach ramki z robótką ręczną umieszczono fotografię przedstawiającą ponad dwie setki wąsatych mężczyzn, eleganckich kobiet w kapeluszach oraz wiele dzieciaków schludnych, ale bosych. Grupa fotografowanych osób stoi  na wąskim dziedzińcu szkolnym, w pełnym słońcu, dostojnie w bezruchu, wypełniwszy wszystkie polecenia fotografa – mistrza! Zdjęcie jest technicznie i kompozycyjnie doskonałe. Twarze postaci  z ostatniego rzędu są czytelne; oczywiste jest użycie lupy, aby tę czytelność usankcjonować. Mieć takie zdjęcie to wyjątkowa gratka. To rzadkość porównywalna ze znalezieniem  miedzianego samowara w składnicy złomu stali i żelaza.

W domu czekała na niego przesyłka z antykwariatu „Bibliofil” mgr Bogdana Wołosza z Krakowa, którą zamówił kilka dni wcześniej. Polskie życie artystyczne w latach 1945-1960. Długo czekał na kupno tej ważnej książki. Właściwie mógł z niej korzystać w każdej chwili, gdy znajdował czas podczas wyjazdu do Krakowa czy Warszawy, ale w XXI wieku takie chwile się nie zdarzają. Przestrzeń skojarzeń jest spójna gdy potrafimy ogarnąć myślą to, co jest nam bliskie. To, co oddalone iskrzy bardzo rzadko lub nigdy.

Marzec 2012 Andrzej Grabkowski

© Anticum internetowa galeria sztuki

powered by mtSHOP, design: www.untzuntz.pl